Po studiach umiem dać w zęby
Zajęcia z wf-u nie muszą być nieprzyjemnym obowiązkiem. Zamiast martwić się, od kogo załatwić sobie zwolnienie lekarskie, można przeżyć przygodę swojego życia. Ale uwaga, to może troszkę boleć. Rozbite nosy, zwichnięte palce i siniaki na żebrach to tylko niektóre pamiątki po zajęciach ze sztuk walk. Czy warto?
Jest piątek, godzina 21.13. Liceum na przedmieściach. Po jednej stronie małe osiedle, po drugiej supermarket, a za nim już las. Ogólnie – nic się nie dzieje. W niewielkiej sali gimnastycznej około dwudziestu osób. Po lewej stronie od wejścia drabinki na całej długości ściany.
Naprzeciw siebie dwa kosze z oberwaną siatką. Uczniowie nie przepadają za tym miejscem. Podczas gry w siatkówkę piłka ląduje na ścianie, a popularna wśród chłopców halówka przypomina bardziej „kopaninę” w miejscu. Dziś jednak nikomu nie przeszkadza niewielka przestrzeń. Do nauki kenjutsu jest to miejsce idealne.
Plaster nie wystarczy
Wszyscy ubrani podobnie, w czarno-białe uniformy przewiązane w talii pasem. Klęczą na macie w dość niewygodnej pozycji. Pomiędzy nimi chodzi „nauczyciel”: spogląda, ocenia i niekiedy poprawia postawę swojego ucznia. Ręce, stopy, a nawet głowa muszą być ułożone w odpowiedni sposób.
W przeciwnym razie po godzinie siedzenia w takiej pozycji mięśnie łapią skurcze, a kolana i kręgosłup przeszywa ostry ból. Na komendę wszyscy w jednej chwili zrywają się na równe nogi. Teraz będą powtarzać wyuczone już sekwencje ruchów. Na koniec ćwiczenia w parach: każdy zaliczy kilka upadków, ktoś wybije sobie palec.
Zajęcia rozpoczynają się od rozgrzewki, która jest najważniejsza. Później wszystko zależy od prowadzącego. W ofercie szkoły walki można znaleźć: ćwiczenia rozciągające, relaksujące, ćwiczenia w parach, ze sprzętem, pojedyncze, sekwencyjne i układy ćwiczeń oraz walki (często reżyserowane). – Wybrałem kenjutsu według szkoły Kashima Shin-Ryu z czystego przypadku. Poszedłem na pierwszy trening, spodobało mi się i już zostałem. W ogóle interesuję się kulturą i obyczajami Japonii – przyznaje Krzysiek, student Politechniki.
Krzysiek ma 193 centymetry wzrostu. To pogodny, wyjątkowo zabawny, dobrze zbudowany blondyn, o mocnym uścisku dłoni. Zna ciekawe anegdoty chyba na każdy temat. Przygodę z nauką sztuk walki Dalekiego Wchodu rozpoczął na pierwszym roku studiów.
Co lubią studenci?
Uczelnie wyższe coraz częściej starają się zadbać o zdrowie strudzonych i zazwyczaj mało ruchliwych studentów. Dlatego na większości uczelni należy zaliczyć przynajmniej dwa semestry wf-u. Niektórzy studenci stawiają na dobrze sprawdzone sposoby: ping-pong w małej sali, siatkówka lub piłka nożna na asfalcie. Inni idą z duchem czasu: basen, szermierka, rzut oszczepem lub właśnie sztuki walki, wśród nich najpopularniejsze są karate i aikido. Im propozycja ciekawsza, tym więcej chętnych...
Emeryt karate mistrz
Pan Eugeniusz, „nauczyciel”, ma 49 lat i w pracy wciąż kładzie na rękę wszystkich młodych, którzy przy byle okazji chcą się popisać. Przy panu Eugeniuszu każdy śmiałek odchodzi w ciszy, ze wzrokiem pełnym pokory i szacunku. Nie na darmo wołają na niego „mistrzu”.
Jest dosyć niski, z krótkimi, już lekko siwymi włosami, w okularach z grubym szkłem. Zanim coś powie, wpatruje się w swojego rozmówcę, jakby oceniał, czy ten jest godzien poznać jego tajemnice. A później z uśmiechem na twarzy tłumaczy wszystko ciepłym, serdecznym głosem.
Pan Eugeniusz pracuje w Stoczni Gdańskiej przy oczyszczaniu zbiorników paliwa w statkach. Swój zawód wykonuje od ponad 9 lat. Wcześniej prowadził szkołę karate. – Mój sąsiad znał kilka technik, więc jako młody chłopak często do niego chodziłem na naukę. Ćwiczyłem sam w domu dla satysfakcji. Czułem się dzięki temu lepiej. Później, gdy miałem już 25 lat, kolega z pracy podesłał do mnie swojego syna, abym mu pokazał kilka ciosów. I tak się zaczęło – wspomina.
Nikomu nie można ufaćPoczątki były wyjątkowo trudne, ale dobrze wykonywane ćwiczenia dawały dziwne poczucie satysfakcji.
Krzysiek zaangażował cały swój wolny czas na rozwijanie nowego hobby. – Sztuki walki zmieniły moje życie dosłownie i w przenośni. Mam dobrą kondycję, a do tego nowe cele do osiągnięcia, jak choćby zdanie kolejnego egzaminu na wyższy stopień. Po całym dniu w pracy i na uczelni padam z nóg, a po treningu zapominam, jak się nazywam. Ale kiedy jestem na macie, czuję ogromną radość. Daję z siebie wszystko, aby technicznie wyszło mi jak najlepiej – mówi. Jeszcze kilka lat temu nikt by nie uwierzył, że takie słowa może powiedzieć właśnie on. W liceum był znany jedynie z palenia papierosów w męskiej toalecie i małomówności.
Zawsze cichy, skryty, ten, który nie ma własnego zdania. Na wf-ie z obawy, że nie zostanie wybrany do żadnej z drużyn, zawsze siadał na ławce lub specjalnie zapominał stroju na zmianę. A teraz – zupełnie inny człowiek. – Nie palę, praktycznie nie piję alkoholu i do tego często trenuję na zajęciach i w domu. Mój organizm jest w bardzo dobrej formie – przyznaje.
Jak każda dyscyplina, tak i sztuki walki mają swoje dobre i złe strony. Za plusy Krzysiek uznaje: rozwijanie własnych zainteresowań, dobrą kondycję, wysportowaną sylwetkę, umiejętność samoobrony. Minusami natomiast są liczne kontuzje i czas, który trzeba poświęcić treningom. O tym, jak bardzo niebezpiecznym może to być zajęciem, świadczy obecny wygląd Krzyśka – ma stłuczony łokieć i obolałe plecy po nieudanym lądowaniu. – Jestem sam sobie winien. W tym sporcie, jak i w życiu, nie można lekceważyć swojego przeciwnika, nawet jeżeli jest to kobieta – uśmiecha się znacząco.
Superman z Gdańska
Pan Eugeniusz idealnie pasuje do roli nauczyciela: w głowie ma pełno złotych zasad i mądrości Dalekiego Wschodu i tylko w ostateczności korzysta z technik karate. Niechętnie wspomina o swoich przygodach, a jeśli już, to opowiada tylko jedną. Wiele lat temu, pod koniec czerwca postanowił odwiedzić swoją ciocię, która mieszkała w Warszawie.
Po pracy kupił bilet, wsiadł do pociągu i pojechał. Na miejscu był tuż po północy. Gdy czekał na przystanku autobusowym, po drugiej stronie ulicy zauważył kilku mężczyzn, którzy zaczepili jakąś parę. Było ich trzech albo czterech. Głośno się śmiali i przeklinali. Pan Eugeniusz obserwował wszystko uważnie. „Ej, zostawcie ich!” – krzyknął, gdy atmosfera robiła się już nieciekawa. W odpowiedzi usłyszał kilka niewybrednych wyrazów. Gdy mężczyźni zrobili się bardziej napastliwi, wkroczył do akcji. Przebiegł przez ulicę. Pierwszy cios, trzask łamanego nosa. Drugi cios, tęgi mężczyzna leży na ziemi i trzyma się za brzuch. Trzeci cios, ktoś przelatuje w powietrzu i ląduje na trawniku. Czwartego ciosu już nie było.
Do tej pory Pan Eugeniusz walczył „z cieniem” lub w szkole ze swoimi uczniami. Po raz pierwszy wykorzystał swoje umiejętności na ulicy, w prawdziwym życiu. – Umiejętność walki to duża odpowiedzialność. Dlatego sama technika to za mało. Trzeba zrozumieć jej sens. Monotonne układy doprowadzane do perfekcji uczą cierpliwości i poświęcenia. Natomiast ból mięśni czy zmęczenie podczas ćwiczeń kształtuje charakter i wolę. Sztuki walki w zamyśle ich twórców nie służyły do samoobrony, a miały być środkiem do opanowania ciała i wydobycia z człowieka tego, co najlepsze – podkreśla.
Lek na choroby
Pan Eugeniusz przeszkolił blisko 60 osób. Doskonale wie, dla kogo jest to sport, jakie są jego dobre i złe strony. Do szkoły przychodziły różne osoby. Każdy ze swoimi problemami, słabościami i planami na przyszłość. To nie miało znaczenia. Najważniejsze w tym wszystkim jest bowiem to, kim stawali się po ukończeniu kursu.
A zmiany były ogromne. Jak wspomina, systematyczne ćwiczenia sprawiały, że stawali się bardziej odpowiedzialni i dojrzali.
– Ćwiczenia pozytywnie wpływają też na zdrowie. Organizm staje się sprawniejszy, szybciej reaguje i jest bardziej odporny. Natomiast zmiana charakteru następuje powoli, ale za to jest trwalsza. Teraz nie ćwiczę tak często jak kiedyś, a mimo to wciąż budzę się przed szóstą rano i nie pamiętam, kiedy byłem chory na cokolwiek – przyznaje.
Tomasz Zdunek
Marek, student SGHObecnie sztuki walki nastawione są na maksymalną efektywność podczas konfrontacji. Chodzi o to, aby jak najszybciej powalić przeciwnika i unieszkodliwić go. Wybrałem zajęcia z aikido. Dobrze mi szło, technika nie była dla mnie problemem i miałem dobry refleks. Pierwsze załamanie miałem jakoś tak po dwóch miesiącach.
Podczas zajęć ćwiczyliśmy w parach. Nie zapomnę tego do dziś. To była najdłuższa godzina w moim życiu. Naprzeciw mnie stanął niewielki chłopaczek. Cieszyłem się, że wygram swoją pierwszą walkę.
Zanim się obejrzałem, leżałem już na macie. Potem kolejny raz. Tu wygiął mi rękę, tam przerzucił przez plecy. Im bardziej byłem na niego wściekły, tym większy dawał mi wycisk. Wróciłem do domu z poobijanymi żebrami i zwichniętym nadgarstkiem. Takie były moje początki, ale nie zraziły mnie do tego sportu. Wciąż chodzę na zajęcia, ale już nie jestem taki pewny siebie.
Ania, studentka UJ
Ten sport to coś innego, coś, czego nigdy przedtem nie próbowałam, o czym nawet wcześniej nie myślałam. Treningi sztuk walk dają pewne umiejętności, które mogą się przydać zwłaszcza kobiecie. Przyznaję, na początku traktowałam to jako szkołę samoobrony. Chciałam nauczyć się walczyć. Ale zyskałam o wiele więcej. Jestem dobrze wysportowana, nie czuję się tak zmęczona pod koniec dnia, jak bywało kiedyś.
Dbam o zdrowe odżywianie – zamiast w barze, staram się jadać w domu normalny obiad. Dzięki tym zajęciom nabrałam pewności siebie, co bardzo mi się podoba. Nie widać po mnie, abym chodziła na sztukę walki. No może trochę urosły mi mięśnie i schudłam w talii, co akurat jest plusem.
Najpopularniejsze sztuki walki wśród studentów:
Combat 56 – jest to system walki wręcz, który powstał specjalnie dla polskich oddziałów specjalnych. Dla zawodowców przewidziane jest także wykorzystanie broni palnej, ale cywilni pasjonaci poznają jedynie układy i techniki unieszkodliwienia przeciwnika. To sztuka walki dla prawdziwych twardzieli. Obecnie w systemie Combat 56 szkolone są odziały wojskowe, siły specjalne i pracownicy BOR. Szkoły walki w systemie Combat 56 są dość rzadkie, ale cieszą się dużą popularnością.
Kenjutsu – klasyczna japońska sztuka walki. Do ćwiczeń wykorzystuje się m.in. miecz zwany kataną. Co ciekawe, do niektórych ćwiczeń kenjutsu stosuje się wyłącznie prawdziwe miecze.
Aikido – sztuka walki oparta głównie na technikach rzutu przeciwnikiem, dźwigni i pracy nóg. Często podczas ćwiczeń wykorzystuje się drewniane kije (bokken). Poza tym aikido kładzie nacisk na moralny i psychologiczny wymiar działań oraz na odpowiedzialność za zdrowie i życie drugiego człowieka w całym procesie treningu i walki.
Karate Kyokushin – pełnokontaktowy styl japońskiej sztuki walki. Nazwa stylu nawiązuje do „poszukiwania prawdy”. W trakcie zajęć uczniowie wykonują skomplikowane i trudne ćwiczenia fizyczne. Jednak ostatecznym celem treningu jest rozwój duchowy i pokonanie własnych słabości.